Tydzień pełen wrażeń pozytywnych i nie.... ale najważniejsze, że teściowa ma sie lepiej.
Sama już wstaje i wykonuje drobne czynności. Jeszcze nie jest w stanie sama się najeść ale radzi sobie np. z jogurtem.
Idzie ku lepszemu....
Tytułowy sweter zrobiłam dla siostry synowej. Taki sobie wymarzyła.
Mam nadzieję, że sprostałam marzeniom.
Sweter powstawał w cyklach bo zawładnęła mną frywolitka. Pomiędzy nauką śnieżynek i pierwszą serwetką frywolitkową powstał jeden rękaw ( korpus już był gotowy). Drugi rodził się w odcinkach pomiędzy serwetkami. 5 cm rękawka - tyle brakowało do końca ale frywolitka okazała się ważniejsza.
Wstyd się przyznać ale robiłam go bardzo długo, od października zeszłego roku.
No ale w końcu jest.
Sweter powstawał w cyklach bo zawładnęła mną frywolitka. Pomiędzy nauką śnieżynek i pierwszą serwetką frywolitkową powstał jeden rękaw ( korpus już był gotowy). Drugi rodził się w odcinkach pomiędzy serwetkami. 5 cm rękawka - tyle brakowało do końca ale frywolitka okazała się ważniejsza.
Wstyd się przyznać ale robiłam go bardzo długo, od października zeszłego roku.
No ale w końcu jest.
Piękny miodowy kolor, którego nijak nie potrafiłam uchwycić.
Projekt; radosna twórczość własna.
rękawki zakończone warkoczykami;
Włóczka to WOOL YarnArt - 80% wełny i 20% poliamidu, druty KP 4
Tak jak fajna jest niteczka miła i niegryząca, tak brzydko się układa w trakcie pracy.
Na szczęście po blokowaniu jest prawie idealna.
Sweterek robiłam bezszwowo, od góry. Guziczki to też moja sprawka, spodobały mi sie od pierwszego wejrzenia, hihi
Lecę nadrabiać zaległości blogowe
pa, pa
Marlena





